Ona nie może runąć

Bardzo wielu Polaków uważa, że wszystko, co ten rząd zepsuje można będzie łatwo naprawić. Wystarczy przecież przywrócić ten czy ów przepis, wymienić na danym stanowisku tę czy inną osobę, cofnąć jakąś decyzję.

Odpowiedź jest jednak krótka: nie, nie wystarczy.

Przed nami wiele lat pracy, nawet przy założeniu, że gorzej już nie będzie (a będzie). Prosty przykład: ustawa o ochronie przyrody umożliwiła masową wycinkę. Przepisy poprawić można szybko. Ale 200-letnich drzew nikt nie zasadzi, będą takimi dopiero za 200 lat. I to pod warunkiem, że zasadzimy je już dziś.

To co się stało, co się dzieje w Polsce to nie jest zwykła zmiana władzy, przesunięcie priorytetów czy „wymiana u koryta”. To przede wszystkim załamanie się dotychczasowego systemu wartości i celów, które przyświecały polskiej polityce przez pierwsze 25 lat wolnej, Trzeciej RP. System ten oparty był na poszanowaniu praw jednostki, samorządności, na zasadzie trójpodziału władzy i niezawisłości sądów (która jest gwarancją sprawiedliwości), na politycznym kompromisie i na dążeniu do integracji europejskiej. Zapisy tych wartości łatwo można odnaleźć w naszej Konstytucji. Zarówno wyrażone wprost, jak i wynikające z ducha jej zapisów.

Oczywistym jest, że w wielu aspektach system niedomagał. Sądownictwo jest niewydolne, służba zdrowia kuleje, wiele brakuje do pełnej „sprawiedliwości społecznej”. Jednak to, że nie jesteśmy tak idealni jak byśmy chcieli, nie uprawnia do tego, aby ideały porzucać. Nikt z rządzących do tej pory zapisów Konstytucji nie odrzucał. Aż do teraz.
Dziś ów system wartości jest rozmontowywany, a na pierwszym miejscu stawiane są hasła narodowe i religijne, wybiórczo i w formie zwulgaryzowanej. ZJednak ważniejsze od tego jakie wartości promuje PiS jest to, jakimi metodami odrzuca dotychczasowe i jakie są koszty jego drogi do pełni władzy.

W wymiarze symbolicznym obóz rządzący wprost atakuje głównie wyimaginowanych „komunistów i złodziei”, „zdrajców”, imigrantów, Unię. Jednak w wymiarze praktycznym uderza przede wszystkim w państwo prawa, w trójpodział władzy, w samorządność, w podmiotowość społeczną. Chaotycznie wprowadzane przepisy są ciągle zmieniane (te dotyczące Trybunału Konstytucyjnego w ciągu roku 7 razy!). Merytoryczne argumenty w dyskursie publicznym giną w zalewie pomówień i epitetów lub nieprzystających porównań. Konsultacje społeczne są zamieniane w farsę (np. reforma oświaty). Niszczy się inicjatywy obywateli, a arogancja władzy sięgnęła zenitu.

Problem jest głębszy – nawet jeśli uda się odsunąć od władzy partię, która dąży do monopolu, kto zapewni nas, że następna nie wykorzysta popsutych narzędzi do budowy własnego obozu władzy?

Sama odbudowa instytucji będzie bardzo trudna. Dla przykładu: jak odtworzyć powagę Trybunału Konstytucyjnego, skoro w tej chwili wyroki w jego imieniu wydaje 3 sędziów wybranych niekonstytucyjnie, Trybunał pracuje wg niekonstytucyjnych przepisów, a przewodzi mu „prezeska”, która sama się wybrała łamiąc zasady Konstytucji i ustaw,
i na dodatek scedowała swoje uprawnienia „nielegalnemu” sędziemu, z pominięciem konstytucyjnie określonego wiceprezesa? Czy uda się wyprostować taką łamigłówkę bez zarzutów z drugiej strony, że są to zmiany nielegalne?

Jedyną gwarancją przywrócenia ładu konstytucyjnego w Polsce jest ostatni nienaruszony element polskiego ustroju. Jest nim sama Konstytucja, która właśnie obchodzi 20-lecie swego uchwalenia. Jej przepisy wprawdzie zostały kilkukrotnie złamane, ale wciąż ich zmiana jest poza zasięgiem tej władzy. Dopóki tak jest, jest nadzieja i podstawa do tego, aby przywrócić w Polsce praworządność. A wszystkich polityków, którzy ten bezprawny zamach na ustój Rzeczypospolitej odważyli się wykonać, będzie można rozliczyć. Oby.

Be the first to comment on "Ona nie może runąć"

Leave a Reply